• Wpisów:129
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:312 dni temu
  • Licznik odwiedzin:33 890 / 3074 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Gwiazda która płonie jak ognisko oświetlając nam życie.
Każdego poranka rozpala się jej czara żaru na nowo oświetlając nam dzień. A na wieczór gaśnie topiona w morzu czy oceanie czerni, zachodząc jak miniony czas.

I my spalamy się wraz z nią, kiedyś i ona, gwiazda, nasze słońce, też zgaśnie jak my.
Wypali się jak pochodnia Prometeusza, zapadnie się w sobie i zmieni swoje oblicze..
Wraz z nią powoli zginą planety w tym i kolebka Ziemia..



Wiem że nikt nie myśli że to stanie się szybko ani nagle, lecz stanie się na pewno.
Łańcuch życia się zerwie a cykl odradzania przestanie istnieć.
Ten nasz świat, jak małe mrowisko ulegnie ciemności i mrokom kosmosu.
Zachód słońca jest taką chwilą umierania, przemiany, chwilą snu..

Dziś gdy i ja tu stoję na tej plaży i wpatruje się w barwy światła które ulegają przemianie, to sam się zmieniam wewnętrznie, zupełnie tak jakby ostanie promienie słońca dotykały mojego serca..

 

 
DUCH
Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
Gdybyś wiedział, że ledwie jedną myśl rozniecisz,
Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
Tak czekają twej myśli — szatan i anioły:
Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz
I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz.
Więzienie, Więzień Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,
Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.
ANIOŁ
My uprosiliśmy Boga,
By cię oddał w ręce wroga.
Samotność mędrców mistrzyni.
I ty w samotnym więzieniu,
Jako prorok na pustyni,

Dumaj o twym przeznaczeniu;

To Adam Mickiewicz – Człowiek i duchowa nowina, współzałożyciel i prawdziwy mistyk..

Dla mnie Dziady to poważna sfera literatury. Dużo w niej ducha i mary oraz mistrzowskiej kotary. Tajemnicy i wiary. Tam pójdziesz gdzie On nakaże, znajdziesz słowo a w nim nadzieję i swoją skazę. Winę i wybaczenie, moc wszelką i odnowienie..
Mam ja swoje słowo i dusze jak anioł skrzydłem wydobytym. Ognistą wstęgą oplatam i daję nadzieję, a na ostrzu słowa karzę winy i wypowiadam zaklęcia.
Znam wschody i upadki narodów i ich przekleństwa. Znam ja prawdę jarzącą się jak węgiel tej ziemi i znam fałsz wypalony popiołem oszustwa.
Znam ja język zielony, i pierwsze słowa nazwane, co jeno wypowiesz a już stają się ciałem. Znam ja umysły kalekie, będące w swej zachłanności materii jak miedź brzęcząca i nic nie znacząca. Znam ja uroki i wieszcze sosnowe, miejsca gdzie rosną świadkowie naszych pradziadów..

M.J.B



 

 
Lud Boży jest porównany do szlachetnej oliwki, zasadzonej i pielęgnowanym przez Boga ogrodzie.
Jest to Jego ukochane drzewo - jedyne w swoim rodzaju obok innych drzew, wiedzy/poznania, wieczności, mocy, to wszystko jest w Jego ogrodzie.
Niespodziewanie Ogrodnik zdecydował się obciąć niektóre z gałęzi (te które usychały i nie wydawały owocu mimo opieki ogrodnika.) i na ich miejsce wszczepił gałązki odcięte z dziczki oliwnej, czyli drzewka dzikiego, rodzącego cierpkie i mało soczyste owoce.
To znaczy, właśnie my, chrześcijanie, jesteśmy tymi dzikimi gałązkami i zostaliśmy sztucznie wszczepieni w prastare drzewo Izraela.
Z tego utrzymującego nas pnia czerpiemy swoje życiodajne, święte soki i bez niego nie moglibyśmy żyć, bo gałęzie bez korzenia po prostu usychają.
Stąd gałęzie nie powinny uważać się za coś lepszego tylko dlatego, że znajdują się wyżej niż korzenie. Powinniśmy o tym pamiętać wydając osądy nad innymi ludami bo sami czerpiemy z tego samego pnia i korzenia. Menora to symbol właśnie tego drzewa.



Menora (świątynny świecznik) ma siedem ramion (ściślej: główny pień i sześć ramion - razem siedem lamp), bo taki kształt menory wynika z jej znaczenia symbolicznego.

Liczba sześć reprezentuje świat fizyczny - stworzony w sześć dni, natomiast środkowy pień menory, zwieńczony lampą, dopełnia szóstkę w siódemkę - symbol Bytu Nadprzyrodzonego i ludzkiego dążenia do niego. Konsekwentnie więc środkowe światło menory symbolizuje Boską Obecność.

Jak pisze rabin Sacha Pecaric w najbardziej wnikliwej interpretacji symbolizmu menory [z dostępnych w języku polskim]: " - środkowe [siódme] światło, które skierowane jest bezpośrednio w stronę Boga, pokazuje, że dominuje nad światem materialnym (symbolizowanym przez liczbę sześć)" (komentarz do Szemot). Podział sześciu ramion - na trzy po stronie lewej i trzy po prawej głównego pnia menory - odpowiada dwoistości duchowego poznania i moralnej woli. Dlatego z jednej strony mamy światła symbolizujące (kolejno) zrozumienie, z drugiej - mądrość; z jednej - siłę, z drugiej - radę, z lewej bojaźń Boga - z prawej wiedzę. Czyli ramiona po prawej stronie (patrząc na menorę) odpowiadają duchowi teorii (mądrość, rada, wiedza), a po lewej - duchowi praktyki (zrozumienie, siła, bojaźń Boga).


 

 


Yesterday over his head hung magnificent crown of stars,
laurel rotating cutting in front of him space and gloom.
He traversed this road which follows the footsteps of their feet.

Today desert road he would go,
and instead of stars whispering sand,
and instead of thinking only hot wind.
And in the heart, flowing charm and emptiness and pain.

But he still rises glittering thoughts,
that every night sends a fleeting spark gap sleep,
creating a galactic history and memories.

In the end it came time to give up the dream of the Creator,
and tramp coat as black as night.
To become invisible to the pupil lives,
which once with each breath lit his way,
extending traces of dreams,
by writing to their desires,
own shady - delusion.

(23 April 2015 years.)

M.J.Bliźniak
 

 
Jest taki moment gdy sypnie pierwszy śnieg, wtedy pojawia się magiczna aura i lekko pomarańczowe światło.


Bardzo lubię ten moment gdy faktycznie wita nas zima ze swym puchowym odzieniem.

Kiedy to drzewa są przyodziane w płatkową koronę i zamiast liści otrzymują wprost z nieba puszyste posypanie..

Zamieszczam tu kilka zdjęć z pewnego osiedla w mieście Łódź, ale jak sądzę takich miejsc w tym czasie było wiele w Polsce.


Fotografie te zrobiłem idąc do sklepu mijając zasypane ławeczki i piękna szatę śniegową a wszytko to wieczorową porą..


 

 

Dziś zamieszczam kilka fotografii moich obrazów, które trochę sobie pomazałem w programie graficznym.
Budzą one we mnie wspomnienia, ale i dawne tematy, których się podejmowałem w swoich starych wpisach.
- Jest wśród nich pewien opis zależności na świecie według teorii Pana Edward Norton Lorenz, który zbudował matematyczne równania opisujące zjawiska atmosferyczne, które udowodniły, iż niewielka zmiana w jednym z punktów atmosfery może być przyczyną wielkich zmian w innym jej obszarze. „Stwierdził wtedy, że nawet ruch skrzydeł motyla w Singapurze może wywołać burzę nad Karoliną Północną w USA”. Współzależności te do dziś dnia nazywamy „Efektem Motyla”.

Co do czasu i przestrzeni oraz datowania węglem C14 symbol: 14C – promieniotwórczy izotop węgla, który jest używany obecnie do datowania przedmiotów?
Tutaj rodzi się pytanie i wątpliwość? A gdyby tak "czas" wcale nie był spójny?
Gdy tak biegł w różnych regionach naszej galaktyki a nawet na naszej gwieździe inaczej niż na Ziemi? Czyli przykładowo na Słońcu zupełnie inaczej niż gdzie indziej? A jeżeli i na naszej planecie powstają anomalie czasowe w różnych regionach? Tym samym datowanie tym izotopem byłoby skazane na zmienność? Czy też zanieczyszczenie próbek.
Nawet przypuszczalne wydarzenia gwiezdne też mogłyby być przyspieszone lub spowolnione względem szybkości czasu?! A więc wyliczenia współczesnych Naukowców mogą opierać na błędnych danych.

Według teorii innego Pana Albert Einstein-a właśnie czas i przestrzeń jest względna oraz zależna od szybkości i punktu do jej odniesienia. Więc nie ma Autorytetów?
Sam Albert Einstein mawiał przecież, – „Aby ukarać mnie za moją pogardę dla autorytetów, Los sprawił, że sam stałem się autorytetem”. Fizyka i to, co Ludzkość do tej pory odkryła i powtarzalność eksperymentów może też być zależna od środowiska czasu i przestrzeni oraz samej grawitacji?

Myślę, więc sobie, czym się różnimy od średniowiecznych uczonych, którzy przypuszczali, że Ziemia jest płaska?

Ktoś zaprotestuje, że mamy przecież dorobek odkryć!
Zgadza się mamy – tylko, do czego nas to prowadzi?

Znamy rozpad atomu, znamy skupienie światła, poznaliśmy elektryczność i elektrony. Promienie rentgenowskie i promienia gamma. Ale jako Cywilizacja nadal trzymamy maczugę w ręku..

A więc wiedza, która daje tak wiele to może zabiera nam jeszcze więcej?
Nie znaczy to, że mamy ją odrzucić, wręcz przeciwnie, należy tylko spojrzeć szerzej na to, co się dzieje zarówno w kosmosie jak i na naszej planecie.Aby ta wiedza nie niszczyła nas samych.

Nadal brak nam pojednania, a spora część Ludzkości nawet nie potrafi skorzystać z osiągnięć tej niby cudownej wiedzy.
Pomimo że czujemy się mądrzejsi to nadal giną całe gatunki zwierząt. Głodują ludzie w mniej rozwiniętych krajach. A pożeranie energii naszej technologi zaburza ekosystem naszej planety.
- Oligarchowie nadal nabijają sobie kiesę za brak udostępniania wynalazków niewygodnych dla nich i ich interesów.
Dobrym przykładem może być kolejny Pan, którym jest wynalazca Nikola Tesla, którego to pomysły i odkrycia, choć częściowo wykorzystane w elektronice to w większości zostały zaprzedane i zapomniane. Tesla odkrył fale radiowe i przesyłanie znacznych zasobów energii elektrycznej na odległość. Wysoko napięciowy transformator Tesli nie ma do dziś praktycznego wykorzystania no może poza pokazami sztucznych piorunów. A prace nad wykorzystaniem wolnej energii Ziemskiego pola elektromagnetycznego dziwnie zaginęły?

Więc jaki jest ten świat dumnych i cywilizowanych Ludzi? Czy nie jest przypadkiem kaleki?
A zdobyta wiedza?
Cóż, bez serca i dobrej woli na nic nam się ona nie przyda?

No chyba tylko po to żeby stworzyć kolejną broń jeszcze potężniejszą niż bomba wodorowa.
Broń zdolną zniszczyć całą nasza planetę wraz z naszą gwiazdą Słońcem.
Mowa tu o sztucznej osobliwości czy inaczej zapaści grawitacyjnej zdolnej w kilka minut zmniejszyć Ziemię do objętości orzecha..

Co dalej? Jaki będzie człowiek przyszłości?

Bogaty w wiedzę? – Ale czy mądrzejszy?
Nie sądzę..

Mamy Nowy 2016 rok, Życzę Wam Wszystkiego Dobrego!
Aby był bez wojen! Aby człowiek umiał wykorzystać daną wiedzę dla całej Ludzkości a nie tylko dla garstki zamożnych.. Aby zwykły mieszkaniec tej błękitnej planety zwanej Ziemią mógł czuć się bezpiecznie i nie umierał z głodu.. Wreszcie aby Ludzkość zjednoczyła się dla ekspansji kosmosu..
Tego życzę.. Wam moi drodzy.

Marek Jakub Bliźniak
 

 
Żywe

Gdy wszystko, co w życiu wydaje się prawdziwe,
co możemy dotknąć i uchwycić w uścisku dłoni?
Przemija dymnym i zimnym widowiskiem,
jak duch żywy co w nas istnieje jawiąc się tylko dymnym wspomnieniem i rumowiskiem...

Tego, co było, a nie jest w tobie a moją metamorfozą,
zostaje w pamięci małym kolorowym szkiełkiem, slajdem i grozą,
od nas zależy czy to będzie bursztyn złocisty,
czy też może twoje i moje kalekie okruchy myśli?

Spłoną wtedy myśli słone, na ognisku dni samotnych,
Jakby egzaminu zasłoną istnienia w kamieniu obmyte kropli oczu źrenice,
Prochu tych straconych szans uczyni on nową budowlę, nowe życie..

Więc miej nadzieję..
Bo planeta Ziemia to planeta ludzi..

-?-.



 

 
W kręgu dziewięciu chórów - Anioły..

Wj 23, 20-21: "Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim"

W porze mroku i moim prawdziwym imieniem,
Powstań gwiazdo mój Aniele w punkcie nocy,
Bądź nade mną moja aureolą i łopotem,
Strzelnym piórem, ramion wzlotem,
Mym natchnieniem, moją myślą,
- moim lotem..

Dziewięć jest kręgów anielskich..
Dziewięć jest moich snów i marzeń o dobrym uczciwym i spokojnym życiu..


 

 
COALA


Australijskie sympatyczne zwierzaki i zamieszkujące wschodnią część Australii i koczując zwykle w rozwidleniu gałęzi drzew eukaliptusowych Koala usadawiają sobie siedlisko, wokół którego jest zwykle duży zapas liści eukaliptusa, którymi ten sympatyczny zwierzak się żywi.
Duży osobnik zjada dziennie około 1 kg. liści eukaliptusa, wybierając tylko te drzewa, których liście nie są trujące, bo większość eukaliptusów posiada w liściach trujące toksyny! A Koale potrafią wybrać tylko te drzewa które nie są trujące! To też z tego powodu tak mało mamy Koali w Europejskich ogrodach zoologicznych, ponieważ tu w Europie nie jesteśmy wstanie zasadzić wystarczającej ilości jadalnych eukaliptusów które są podstawą pożywienia Koali.

Koala jak mu się skończą zapasy pożywienia w jednym miejscu Koala złazi na ziemię i tylko po to, by wleźć na kolejne drzewo, gdzie zwykle się obżera a później śpi przez większość dnia, aby pod wieczór znów powtórzyć poszukiwania liści eukaliptusa. Więc czasami można go spotkać w wędrujących gromadkach a to na drodze asfaltowej bądź na ścieżkach które też wykorzystują ludzie. Ale taki widok to dosłownie szczęście dla fotografa czy turysty.. Ponieważ Koala bardzo dobrze umieją się wtopić w roślinność i otoczenie to trudno go zauważyć i tym samym sfotografować.
Dość dziwne dla mnie było to, że samce wydają z siebie głośne porykiwania przypominające troszkę nasze chrumkanie dzików tylko, że dużo głośniejsze i przeciągane. Gdybym te dźwięki usłyszał nie będąc wcześniej poinformowany, że to Koala, pewnie bym się wystraszył, tak bardzo niesamowity to odgłos.


Ten uważany za sympatycznego misia zwierzak nie jest w istocie misiem a należy do gatunku Australijskiego torbacza - Phascolarctos Cinereus.
A przy próbach podejścia do nich na bliską odległość potrafią one swym rykiem odstraszyć każdego a gdy to nie pomoże potrafią solidnie ugryźć natręta.. Więc trzeba uważać bo to z wyglądu sympatyczne zwierzę potrafi być groźne.
Bardzo mało jest sytuacji kiedy Koale dają się pogłaskać czy przytulić, są nieufne i chadzają tak jak koty własnymi drogami..

Coala to bardzo ciekawe zwierzę i warte bliskiej obserwacji mające swoją niezwykłą psychikę i zarazem sposób na życie, nie ma poza Australią podobnego zwierzęcia. Przy tym dużo Koali niestety wyginęło z powodów działalności białego człowieka który wpadł na pomysł że Koali jest za dużo i zaczął je weryfikować, na szczęście obecnie Koala jest pod ścisłą ochroną..
Oczywiście to Aborygeni przejmują kontrolę nad przyrodą Australii, mam nadzieję, że plemiona Aborygenów przywrócą dawny ład i spokój w stanie Victoria - Australia.

Mi Koale gdy byłem w Australii przypomniały o zwierzaku spotkanym również w Filmowej epopei Star Wars – Gwiezdne Wojny. Gdzie przypominają mi swoim zachowaniem filmowe misie Ewoki z tej sagi gwiezdnej z Księżyca o nazwie Endor.
- Ewoki podobnie jak Koale z wyglądu są sympatyczne ale w kontakcie bezpośrednim wojownicze i agresywne.. To takie moje skojarzenie ale jakże podobne w swojej projekcji natury i literatury rodem ze science-fiction

Kontynent Australijski to kopalnia wiedzy o przyrodzie, że wspomnę też o napotkanych przez zemnie fascynujących formacji geologicznych.
Bowiem tylko na terenach Australii można spotkać takie gatunki jak Dziobak, Czy kangur, Koala! Czy Aligator zarówno słodko wodny jak i słono wodny,oraz morski krokodyl który oprócz rekinów i płaszczek również występuje w przybrzeżnych wodach Australii Mamy tu też unikatowe gatunki owadów jak modliszki oraz niezwykłe pająki czy ciekawe gatunki węży że wspomnę wielkie nietoperze latające jak olbrzymie nocne ptaki tuż nad głowami turystów.. Oraz na końcu wymienię pewnego nielota a ptaka czyli Strusia który może biec z szybkością 60 km/h prze kilka godzin!

Wszystkie te zwierzęta gdy im się nie wchodzi w drogę to nigdy same z siebie człowieka nie zaatakują! Bo w ich świecie to człowiek jest intruzem a nie na odwrót..
Na szczęście centrum tego wielkiego kontynentu jest mało zaludnione przez populację białego człowieka z powodu wysokich temperatur tam panujących.
Tym samym Australia posiada jeszcze niezbadane tereny, o których wiedzą jedynie Aborygeni, którzy żyją w zgodzie z naturą.

Marek Jakub Bliźniak - Dziękuję.

 

 
Mimo że na drzewach już prawie nie ma śladu liści a pogoda stała się ponura i szybko się zmienia jakby czekała na pierwszy biały puch który przykryje liście to wspominam mój krótki spacer gdy byłem na Łódzkim Starym Cmentarzu przy ulicy Ogrodowej.

To jest miejsce które często odwiedzam aby znaleźć dystans i ciszę wewnętrzną..

Lubię to miejsce a szczególnie tą część gdzie znajdujemy stare groby wyznania ewangelicko-augsburskiego a wśród nich wyróżniająca się w stylu neogotyckim Kaplica Karola Scheiblera. Ta Kaplica to perełka w skali Europy. Obecnie jest odrestaurowywana ale za to brak na jej zwieńczeniu strzelistego dachu wielu kamiennych postaci aniołów które mam nadzieję przy zakończeniu znajdą się tam powrotem?

Kaplica Scheiblera to jeden z najciekawszych i najwspanialszych i najbardziej tajemniczych zabytków neogotyckich w Polsce i Europie. Została zbudowana w 1888 roku według projektu znanego warszawskiego architekta Edwarda Lilpopa.

- Zrabowana po Drugiej Wojnie Światowej utraciła swój blask. Jej ozdobą jest strzelista wieża ażurowa z posągami muzykujących aniołów, z których większość została zniszczona, ale mają być odtworzone, tak że znów na wieży będzie komplet - osiem sztuk.

Liczba osiem nie jest tu przypadkowa bo oznacza doskonałość i nieskończoność..

Na tym Cmentarzu można znaleźć wiele ciekawych kamiennych posągów i tak na szczególną uwagę trzeba zwrócić na Anioła Opiekuńczego to pomnik i grób Sophie Biedermann wykonanego z różowego marmuru włoskiego, specjalnie sprowadzonego do Łodzi w tamtych czasach..

Wchodząc na teren tego cmentarza trudno nie oprzeć się wrażeniu że wkraczamy w inny wiek i wymiar czasu. Cmentarz posiada ponad stu letnie groby, które często zapadnięte i zapomniane przemawiają szelestem liści i szeptem ducha tamtych minionych dni i lat.
Jest w tym miejscu pewne zapomnienie i człowiek przechadzający się po tych alejach cmentarnych dość szybko popada w zadumę i jakby zatrzymanie czasu?
Ja bywałem wielokrotnie w tej enklawie zadumy i to o różnych porach roku i zawsze miałem to samo odczucie czyjejś obecności oraz zawieszonych gdzieś w powietrzu historii ludzi tu pochowanych..
Można się złapać na tym że człowiek poddaje się tej dziwnej sferze doznań mentalnych, wewnętrznych w których odnajdujemy miniony czas..
Ja sam czasami odczuwam swoich bliskich którzy przekroczyli już tą krawędź światła i cienia ale w takich miejscach jest to niezwykle wyraźne żeby nie stwierdzić namacalne..

Takie jest życie, że człowiek rodzi się i żyje w swoim czasie a potem przychodzi czas prochu i popiołów wspomnień oraz duszy lochów i widziadeł dawnych minionych czasów..

Kiedyś gdy przebywałem na terenie tego Cmentarza napisałem pewne słowa które prezentuje tu poniżej..

Pokój w ciszy
Pokój tobie w ciszy.

Nad chwasty i bluszcze,
Żelazo uległe, zimne i spróchniałe,
rdzawe, ranne i dumne,
chropowaty strażnik kwatery stuletniej.

Świadczysz ciałem żelaznym,
wytartą barwą, świadectwem ziemi.
Każdą porą inaczej, wczoraj deszczem,
dziś listowiem, jutro przysiadłym ptakiem.

Żelazo uległe sławie w powietrzu,
wilgoci czasów minionych,
powoli tlenią się prochy materii,
sypiącym sądem rdzawym,

Tobie w ciszy.
Tobie zacienieniu ulgi spoczynku,
wieczny pokój tobie żołnierzu,
Człowieku, przechodniu w cieniu życia..
...
Marek Jakub Bliźniak



















http://b3.pinger.pl/162c71b93ab7bf7165e3cb8fbfb45b5a/677777.5asd.jpg

http://b4.pinger.pl/b64e85cf916e4f155500799670de1c7c/702606.5asd.jpg

http://b1.pinger.pl/3fe33c087eadeff759729a26d73a62dc/654616.5asd.jpg

http://b3.pinger.pl/13a120f4b83e0c57d08842ce16f9c671/649729.5asd1.jpg

http://b3.pinger.pl/b0ba040d4c25915c193dd033567d19cb/672877.5.jpg

http://b4.pinger.pl/e6552bb923422c6a681535136517ded1/674588.5.jpg
 

 
Orzeł Polski strzepnie kurz kłamstwa, niegodziwości i poniżenia,
- ponownie rozpostrze swe skrzydła nad tym uciemiężonym krajem,
aby zalśnić światłem w płomieniu prawdy i opieki nad Polskim Narodem.

Jak ognisty Ptak zapłonie gniewem nad wrogami - -Tej Ziemi..
A jego przenikliwy krzyk rozlegnie się jak bicz echem po innych narodach, zwiastując, że Polska na nowo powstaje a Duch jej nie przeminął!

Bowiem kłamstwo i nikczemność wyciągnięte z mroków na słońce prawdy szybko traci swą moc i ginie..

Więc budź się Polsko, niech zawitają ludu iskierki by bronić naszych granic. które lśnią jak pamięci znicze!

M.J.B.

 

 
Leć Wiedźmo wprost z energii mych palców..
Leć Wiedźmo, z gardzieli otchłani pomiędzy nocy splotem,
tam gdzie księżycowe napięcia jak cięciwą tną odwieczne mroki,
wypuszcza ona błyskawicę zaklęć wprost w kule srebrne..

Te w mroku marzeń lśnią nadzieją na tle ciemnym jak okruchy wiszące i podniebne,
One namiętne milczące a w uniesieniu jaskrawym sypiące prochem,
Wieszczko, leć jak ćma trupiego znaczenia na miotle przeznaczenia.

Wprost w więzy zmysłów i namiętności pajęczych,
gdzie prządka czasu dłońmi przeźroczy wije kokon otulenia,
nicią przemiany szklistych nagich skrzydeł mocy..

Marek Jakub Bliźniak

 

 
The Twelve Apostles – grupa naturalnie powstałych kolumn z wapienia stojących w morzu, tuż przy brzegu w parku narodowym Port Campbell, przy Great Ocean Road w stanie Wiktoria w Australii.

Kolumny są wynikiem erozji i mają dziwaczne kształty stojąc niczym wieże wprost z oceanu.
Dwunastu Apostołów - chociaż nazwa na to wskazuje, kolumn wcale nie jest 12, a została zainspirowana tym, że kolumny stoją blisko siebie.

Jest to jedna z najczęściej odwiedzanych i fotografowanych atrakcji turystycznych w Australii. Jedziemy krętą i wijącą się drogą, która za każdym zakrętem zaskakuje nas nowymi widokami.

Australia to ciągły proces przemian i erozji skalnych.
Tak i ze skal o nazwie Dwunastu Apostołów pozostało obecnie tylko siedem i te też są cały czas podmywane.

Duża część z nich uległa już zawaleniu. 2 lipca 2005 około godziny 9.00 rano czasu lokalnego na oczach wielu turystów zawaliła się jedna z kolumn mająca prawie 50 metrów wysokości, pozostawiając 8 stojących kolumn, 25 września 2009 zawaliła się kolejna kolumna, pozostawiając siedem stojących kolumn.

Na naszych oczach nie zwaliła się żadna z nich ale i tak widok oceanu z wtopionych w niego monumentalnych kolumn jest imponujący.
Ja tym razem pokazuje wam dojazd biegnącej drogi wzdłuż południowego wybrzeża Australii w stanie Victoria, pomiędzy miejscowościami Warrnambool na zachodzie i Torquay na wschodzie, które jest oddalone od Melbourne ok. 100km.

Jest to jedna z głównych atrakcji w całym kraju, zdjęcia z Great Ocean Road, a przede wszystkim z Twelve Apostles (Dwunastu Apostołów) pojawiają się w każdej reklamie czy materiale promocyjnym Australii.

Wybrzeże Rozbitków (Shipwreck Coast), z powodu tego, że zatonęło tu ok. 700 okrętów! (200 z nich zostało do tej pory zlokalizowanych). Ten zachodni odcinek, o długości ok. 130km, który biegnie aż za miasteczko
Port Cambell, jest najciekawszą częścią Great Ocean Road i dlatego warto przeznaczyć trochę czasu na dokładne zwiedzenie tych okolic. Krajobraz tworzą tu przepiękne skaliste klify, które są znakiem rozpoznawczym Great Ocean Road.

To klifowe wybrzeże jest też naszpikowane skałami, które bądź wystają nad powierzchnię wody bądź są niewidoczne. Z tego powodu nie można w tej okolicy nie tylko pływać, ale również nurkować. Z tą okolicą wiąże się wiele tragicznych historii Australii. Centralne położenie Port Cambell (W którym byliśmy) sprawia, że wielu turystów wybiera właśnie to miasteczko na swoją bazę, więc jeśli ktoś planuje spędzenie tam noclegu, to i my tam byliśmy i polecamy .


Położone w pobliżu Loch Ard Gorge to jedno z ciekawszych miejsc na Great Ocean Road, choć nie tak sławne jak 12 Apostołów.
Z miejscem tym wiąże się ciekawa i co najlepsze, prawdziwa historia. W 1878 roku, statek wiozący emigrantów z Manchesteru był już prawie u celu swojej podróży (Melbourne) i pasażerowie świętowali już szczęśliwe zakończenie trzymiesięcznego rejsu, kiedy nadciągnęła potężna mgła. Statek płynął na oślep w niemal zerowej widoczności. Kiedy mgła ustąpiła nad ranem, oczom załogi ukazały się skaliste klify wybrzeża – niemal na wyciągnięcie ręki. Natychmiast rozpoczęto nierówną walkę z morzem i wiatrem – kapitan zarządził odwrót i próbował skierować okręt z powrotem na pełne morze. Już wydawało się, że się uda, kiedy potężna fala zniosła statek w kierunku skalistej wysepki Muttonbird Island, o którą zahaczyła burta. Spośród 54 osób na pokładzie zginęli wszyscy oprócz dwójki młodych ludzi: Tom Pierce i Eva Carmichael zostali jedynymi rozbitkami, którzy przeżyli katastrofę. Tom (16 letni pomocnik kapitana) został wyrzucony na brzeg, i kiedy leżał na plaży usłyszał krzyki dziewczyny. Była to 17 letnia Eva, która była tak wyczerpana że nie miała siły na dopłynięcie do plaży.
Tom pomimo zmęczenia wskoczył do wody, dopłynął do dziewczyny i wciągnął ją do pobliskiej jaskini, po czym sam wyruszył pieszo po pomoc. Pomoc przyszła na czas i obydwoje zostali uratowani – niestety Eva straciła w tej katastrofie całą swoją rodzinę: matkę, ojca dwoje rodzeństwa.

Dziś na miejscu można obejrzeć miejsce zatonięcia statku, plażę na którą wypłynął Tom, jaskinię, gdzie schroniło się dwoje rozbitków, a także niewielki cmentarz z grobami ofiar katastrofy - my te miejsca zwiedziliśmy.

W pobliżu znajdują się też ciekawe formacje skalne takie jak „The Arch” czy „The Blowhole”.

To wszystko sprawia, że jeśli chce się dobrze zwiedzić „Loch Ard Gorge”, lepiej przeznaczyć na to dobre kilka godzin.
Great Ocean Road jest bardzo ładny, a wszystkie miasteczka w tej okolicy sprawiają wrażenie bardzo przyjemnych i dziwnych miejsc, tak jak miasteczko z Filmu Twin Peaks w reżyserii Marka Frosta i Davida Lyncha.
Też można spotkać ciekawostki rodem z masońskiej loży? Kolejna Tajemnica Którą Opiszę Jeszcze! - Gdzie jednak warto jest spędzić kila dni, albo nawet zrobić sobie tam bazę na dłuższe wakacje..

- Mam nadzieje ze my jeszcze tu wrócimy aby przejrzeć dokładniej wszystkie te miejsca gdzie byliśmy tylko chwilę.
Mam tu na myśli przyszłą moją Przyjaciółkę której jeszcze nie mam,. Na zakończenie dodam ze aby zwiedzić Australię potrzeba wielu lat a może nawet czasu całego swojego życia ..
Bowiem powierzchnia Australii zmieściła by całą Europę wraz ze skrawkiem Rosji – Tak wielki to kontynent..

Marek Jakub Bliźniak - Pozdrawiam!



























































 

 
Australia i pasmo górskie Grampians – Victoria Australia - Park Narodowy Gariwerd.

- Powszechnie określany jednak jako Grampians. – Gdy tam byłem to zobaczyłem wprawiające człowieka w stan silnej hipnozy pędzące tony wody. Szturm wód wodospadu i lepka delikatna mgiełka chłodząca twarz. Szum kołaczących się milionów kropel wody i ostre Australijskie słońce.

Cały ten sumujący się zbór doznań tworzy niezwykły teatr wrażeń żyjącej natury, w tym wód rzeki, która wiecznie drąży skałę szukając wciąż nowych dróg. W tej nieustannej bitwie swą wytrwałością zwycięża woda, która kropla za kroplą wypłukuje nowe skalne szczeliny.
Obszar Grampians wypiętrzenia skalne aż po horyzont to też kaniony wydrążone przez rzeki oraz erodujące półki skalne oraz tajemnicze jaskinie z malowidłami Aborygenów.

Wreszcie i jednym słowem to obszar dzikich i ciekawych terenów pokazujących dawną geologiczną i burzliwą przeszłość tego miejsca oraz naszej planety.

Kiedyś w tym miejscu płynęła lawa wulkaniczna a gdy zastygała w bezruchu w swej żarzącej się postaci i przyszły czasy, gdy powstała stwardniała jak skała a potem wiatr i deszcz wraz z czasem jak bracia tułaczki przystąpili do swojej pracy tworząc nowe drogi dla strumyków i miejsca dla roślinności Australii.
I tak powstał ten piękny krajobraz..
Ja najbardziej lubiłem gorące nocne rozgwieżdżone niebo, które jaśniało z wyraźnie widoczną drogą mleczną zawieszoną jakby na wyciągnięcie ręki tuż nad głową. Często wychodziłem przed nasz wynajęty domek kampingowy, aby zachwycać się tym fantastycznym widokiem jaśniejących gwiazd..
Nigdzie indziej nie widziałem takiego widoku, gdy nasza Droga Mleczna jest namacalna bez teleskopu czy lornetki, podobno nisza tworząca okrąg skalny utrzymuje gorące powietrze a to znów tworzy jakby soczewkę, która to tak przybliża jaśniejące gwiazdy?

Obszar ten posiada bogate dziedzictwo kultury Aborygenów, i posiada wiele ważnych śladów i miejsc sztuki naskalnej Aborygenów. Australia posiada wiele miejsc, o których wiedzą tylko Klany dawnych mieszkańców. Dziś biali przyjezdni Australijczycy przekazują powrotem pod piecze Aborygenów ich święte miejsca oraz oddają im część dochodów Państwa Australii. Okazuje się, że biały człowiek ze swoją technologią nie sprostał zadaniu opieki nad przyrodą ani też nieudało mu się zgłębić jej tajemnic. Natomiast Aborygeni mają to we krwi jako rdzenni mieszkańcy tego kontynentu i tak naukowcy dziś uczą się od plemion Aborygenów tego, czego nauka jeszcze nie odnajduje w wyliczeniach i symulacjach komputerowych..

Gdy tam byłem poznałem dziko żyjące kangury, strusie, czy misie koala oraz sympatyczne papugi kakadu.. Zwierzęta Australii choć bywa że wrogie nigdy same nie wchodzą w drogę człowiekowi.
I tak musisz nadepnąć na ogon wężowi aby ten cię uchlał. Aby atakowały Ciebie pająki to trzeba mocno się natrudzić nocną porą aby im zepsuć humor, i tak gdy żyjesz z nimi z tymi zwierzakami w zgodzie to nic ci nie grozi..
Ba nawet kangury choć mogłyby jednym kopnięciem swoich dolnych łap zmiażdżyć klatkę piersiową dorosłego człowieka też nigdy tego nie zrobią – chyba że człowiek je atakuje? – Wtedy naprawdę trzeba uważać..
Ja widziałem różne rzeczy, takie jak szkielety kangurów pokonanych przez węże czy psy dingo. Widziałem jak przyroda rządzi się własnymi prawami a człowiek jest tylko maleńką jej częścią..

Dziś marzę o tym aby wrócić na to przepiękne pasmo górskie i samotnie pochodzić po jego zakamarkach.. Bowiem w tym miejscu jak w wielu innych miejscach Australii jest dziki i niepowtarzalny klimat taki jak w Filmie pod tytułem Jurassic Park! – Taki klimat to fenomen na skalę światową bo na szczęście Australia jeszcze nie została zniszczona przez Cywilizację Białego Człowieka!
Dziś tylko wspominam ale już niebawem zamierzam tam wrócić ale tym razem na długi już czas badań oraz w poszukiwaniu nowych odkryć i przygód..

Marek Jakub Bliźniak - Pozdrawiam!

P/S Obecnie szukam Przyjaciółki Życia. Która lubi przyrodę i dalekie podróże jak w przygodach z filmu "W Pustyni i w Puszczy" Gdzie STAŚ I NEL mają wspaniałe przygody. Albo jak Tomek w Krainie Kangurów! - W Australi też je można mieć. - Więc proszę o kontakt! (wiek od 18 wzwyż..) Uśmiech..




















Krokodyle skały..



































A na koniec prehistoryczne dinozaury też z tego miejsca - ktoś zapyta jak to możliwe? A jednak.. Uśmiech M.J.B.










 

 
Natrętny gatunek papug które spotkaliśmy podczas zwiedzania Australii.



Wygląd ich to tak jak widać na zdjęciach. Papugi te posiadają upierzenie białe, jedynie na czubku głowy jaskrawożółte pióra tworzące czub który potrafią rozczapierzyć. Oczy świdrowate czarne, podobnie jak ich mocny, zakrzywiony dziób. Długość ciała dochodzi do około 45-51 cm, a
waga: 820-970 g, a czasami nawet ponad kilogram. Natomiast zastanawiająca jest ich długość życia to ponad 50 lat, a w niewoli dożywają nawet 120 lat!

Mowa tu oczywiście o popularnych ptakach w krajach ciepłych czyli Cockatoo a w języku polskim Kakadu Żółtoczuba występuje w zasadzie na terenach sawanny, w nizinnych lasach i na obszarach półotwartych do wysokości 1500 m n.p.m., ale zalatuje również na tereny miejskie. Co sam stwierdziłem będąc na terenach miast Australijskich.


Kakadu Żółtoczuba to gatunek papug zamieszkujący wschodnią i północną Australię, Tasmanię, Melanezję i Nową Gwineę. Żyje w parach lub małych stadach. Cackatoo jest bardzo Hałaśliwa a poza sezonem lęgowym może tworzyć duże stada, nocujące w stałym miejscu, ona sama prowadzi raczej dzienny tryb życia, chociaż miałem okazję zobaczyć tego ptaka i o północy lecącego między konarami drzew.

Cockatoo zjada głównie nasiona, korzonki, pączki, orzechy, owady. A ja się przekonałem że te ptaki lubią tez chleb oraz przepadają też za żółtym serem. Stada Cockatoo żerują na ziemi, a w tym czasie kilka ptaków obserwuje zawsze otoczenie z pobliskich drzew i w razie zagrożenia ostrzega ochrypłym krzykliwym wrzaskiem pozostałe ptaki.
Cockatoo często napadają na nieświadomych turystów aby wyegzekwować swoisty haracz w postaci chleba czy innych smakołyków. Ptaki które spotkałem nie boją się ludzi i są bardzo sprytne szybko się ucząc jak omamić człowieka, nawet próbują naśladować glosy ludzi. Ja mimo licznych zadrapań odniesionych przez uszczypliwe i ostre szpony lądujących mi na ramieniu Cockatoo, to mimo lekkiego bólu ptaki te przypadły mi do serca.


Kakadu są wesołe swojskie i ciekawskie, można się z nimi jakby dogadać, czy też porozumieć a takie przynajmniej odniosłem wrażenie gdy spotkałem całą gromadę wrzeszczących Kakadu.
W niewoli Cacatua galerita to bardzo towarzyska papużka. Wychowywana od pisklęcia bardzo przywiązuje się do opiekuna, szybko uczy się powtarzać dźwięki, melodie, słowa, a nawet całe zdania. Gdy w klatce lub wolierze trzymana jest sama, to wymaga poświęcenia i dużej uwagi ze strony opiekuna. Cockatoo szybko się uczy i obserwuje opiekuna starając się go naśladować. Znane są przypadki gdy ten gatunek papug nauczył się włączania odbiornika telewizyjnego i przełączania kanałów wraz z wyborem interesującego je programu! Jednak na wolności Cockatoo potrafi się bronić i atakuje intruza całymi stadami. Ja osobiście nie sądzę aby ktoś przetrwał taki atak, ponieważ Kakadu Żółtoczube posiadają wspaniały i twardy jak stal dziób oraz szpony których mógłby pozazdrościć im nie jeden sokół.

Dziękuję - Marek Jakub Bliźniak







 

 
Kangury to bardzo sympatyczne zwierzaki.

W okolicach Grampians - (Australijski Park Narodowy - również Gariwerd) gdzie przebywałem jakiś czas można było podejść na bardzo bliską odległość do mniejszego gatunku kangurów.
Etymologicznie słowo „kangur” pochodzi od „gaNurru” – słowa w języku Guugu Yimithirr, które było w przeszłości używane przez aborygenów w znaczeniu large black kangaroo (duży czarny kangur).

Z czasem zaczęło jednak być używane dla określenia wielu gatunków zwierząt z rodziny kangurowatych a jest ich naprawdę dużo.
Pierwsze użycie nazwy odnotowane 4 sierpnia 1770 jest przypisywane angielskiemu żeglarzowi i odkrywcy Jamesowi Cookowi i botanikowi Josephowi Banksowi. Nazwa ta nie jest jednak używana przez lokalne plemiona Aborygenów w Australii. Na tym filmiku który tu zamieszczam prezentuje rasę Kangurów szarych (Macropus fuliginosis, czasami pisane Macropus fuliginosus). – Średni torbacz z rodziny kangurowatych.

Dorosłe samce czasami osiągają wysokość w pozycji stojącej około dwóch metrów jednak przeważnie nie są większe niż 120 cm, wagę dorosłe osobniki mają przeciętnie około 65 kg. Ta rasa zamieszkuje suche zarośla, lasy i jest świetnie przystosowana do suchych warunków Australii.
Odżywia się głównie trawą i innymi roślinami zielnymi, ale nie gardzi poczęstunkiem od turystów i wiem że zjada chleb oraz nasiona roślin takich jak słoneczniki czy tym podobne, lubi też sucharki i ciasteczka.


Ciąża tego kangura Szarego trwa zaledwie 36 dni, a młode pozostają w torbie przez 9 miesięcy. Żyje w dużych grupach, w których przeważają samice i młode.

Wciąż jeszcze bardzo liczny w Australii, lecz rzadko eksponowany w europejskich kolekcjach ogrodów zoologicznych. Czemu tak się dzieje? - Otóż ten rodzaj Kangura źle znosi chłody i niewolę.
Te Kangury to wolne zwierzaki Australii i można je spotkać wieczorową pora gdy wychodzą na żer w tym i do ludzkich domostw aby tam uprosić ciasteczka czy zwykły chleb, bułki itd.. Kangury mają niezwykle wielkie oczy oprawione ogromnymi rzęskami co sprawia razem z długimi uszami bardzo przyjemny i baśniowy wygląd.


Sierść ich jest w dotyku jedwabista i mięciutka.
Łapy przednie mają krótkie ale za to zakończone jakby ludzką dziecięcą dłonią.
Przy tym wyróżniają się ogromnymi stopami, całe nogi kangura to imponujący zestaw mięśni. Sam byłem światkiem jak całkiem spory Kangur spłoszony odskoczył na bok dając susa na odległość około dziesięciu metrów a wzbił się przy tym w górę na około trzech metrów.
To jest niesamowite jak Kangury potrafią utrzymywać równowagę w długich skokach po przez skały i krzaki!

Dziwaczne ale sympatyczne zwierzęta a przy tym bardzo czujne, bo kangur dziki cały czas się rozgląda i nasłuchuje. Po za tym podobnie jak pies najpierw musi obwąchać napotkanego przybysza i go za akceptować, jak mu się zapach nie spodoba natychmiast ucieka, lub jak ma małe kopie i w tym przypadku jest to groźne. Jednak jak widać mój zapach im się podobał bo bez oporów podchodziły do mnie na odległość wyciągniętej ręki, ba dały się nawet myziać i głaskać a to już bardzo duże zaufanie okazane człowiekowi i zarazem przybyszowi z Polski..

Marek Jakub Bliźniak

 

 
Eukaliptusy to piękne, ale i dziwne drzewa. Dokładnie nie poznano wszystkich gatunków eukaliptusa, ale szacuje się, że występuje ich ponad 900 odmian.
Drzewa te zrzucają w letnią porą korę tak jak węże skórę, kora tworzy dziwaczne figury, jak ze świata fantazji czy baśni.
A ich konary wiją się jak macki ośmiornicy przyjmując powyginane kształty.
Przy tym liście tych drzew pięknie pachną a sam olejek działa bakteriobójczo oraz owadobójczo.
Jednak to nasycenie eukaliptusa olejkami staje się podczas pożarów buszu łatwopalnym paliwem, co zwiększa szybkość ich spalania.

W Australii od czasu do czasu występują burze ogniowe, a jest to taki wir wiatru nasycony ogniem, wewnątrz takiej trąby ogniowej temperatura sięga ponad tysiąca stopni Celsjusza! Zatem idący pożar wraz z wiatrem niszczy wszystko, co spotka na swej drodze.

Jednak przyroda i to potrafi wykorzystać na swoją korzyść, ponieważ nasiona niektórych gatunków tych drzew w tym Eukaliptusa Królewskiego (Eucalyptus regnans – który osiąga rozmiary do 100 metrów) muszą ulec wysokim temperaturom i spaleniu, aby ich kokony przygotowane na taką temperaturę otworzyły się i zasiały kolejne pokolenia nowego leśnego buszu.
Będąc w buszu należy pamiętać i uważać gdzie się rozpala ognisko, bo olejki eukaliptusa a w zasadzie ich opary palą się niczym gaz.
Drzewa te są nieodłączną częścią krajobrazów w Australii i tworzą one niepowtarzalny klimat.
Samo drewno eukaliptusa jest bardzo cenne, wybitnie odporne na gnicie a z liści niektórych gatunków eukaliptusa wytwarza się olejek używany w przemyśle farmaceutycznym ale i farmakologicznym.
Dla mnie te drzewa to jakby dusza Australijskiego lasu, są tajemnicze i są piękne.
Miejsca wykonania tych zdjęć to Mount Diogenes/ Hanging Rock, oraz Grampians i miasto Melbourne – Victoria – Australia 2015 rok.

Marek Jakub Bliźniak - Pozdrawiam!


Kora drzew zeszła jak skóra węża..



















 

 
Nie wołam o to aby szerzyć nienawiść do imigrantów ale stwierdzam tylko że coś jest nie tak
- na podstawie jedynie zaistniałych faktów!
Cokolwiek by nie powiedzieć o tym co się wydarzyło we Francji i jakkolwiek by nie współczuć ofiarom brutalnie pomordowanym przez terrorystów.
- To trzeba powiedzieć jedno, - mówi się że służby Francji są najlepszymi na świecie? – Jednak jeżeli by tak było to nie doszło by do takiego ataku? – Czyli Europa nie jest przygotowana do tego rodzaju działań terrorystycznych, a tak zwana „tolerancja” jest tylko słabością sił i służb specjalnych w Europie..
Nie ma bowiem możliwości przewidzieć ile osób wśród przybyłych imigrantów w przyszłości staną się działaczami Dżihadu?
Dżihad w kulturze islamu jest to pojęcie pierwotnie oznaczające dokładanie starań i podejmowanie trudów w celu wzmocnienia wiary i islamu, a inaczej oznacza on świętą wojnę przeciw niewiernym – tyle.
Na tle tego co się dzieje to w praktyce to my chrześcijanie czujemy się zagrożeni i to jest zgodne z zaistniałymi faktami.
A mydlenie nam oczu tolerancją zupełnie odbiega od rzeczywistości..
Proszę bardzo, wystarczyło około dziesięciu terrorystów aby sparaliżować miasto takie jak Paryż?!
A co będzie gdy przyjdzie nam zmierzyć się z setką takich ekstremistów islamskich?
A co będzie gdy sięgną oni po broń chemiczną, biologiczną czy nuklearną?
Dawne tereny Iraku obfitowały w swoich magazynach w broń chemiczną a przypomnijmy że obecnie te tereny są pod wpływem Państwa Islamskiego! – Więc to przecież jest możliwe!
Przypomnijmy sobie co się stało w przypadku zamachu z 11 września 2001 na wieżowce World Trade Center i budynek Pentagonu? W tamtych dniach zginęło 2973 osób..
Tam wystarczyło porwać samoloty pasażerskie i użyć ich do niegodziwych i okrutnych celów (nieludzkie oblicze tej wojny), nie zgodnych z podstawami człowieczeństwa że nie wspomnę o religii Islamu?! – Czy jakiejkolwiek religii która działa i nawołuje do tolerancji i pod tą przykrywką widzimy nikczemny sposób prowadzenia wojny..

Ja rozumiem gdyby ta kultura pokazała nam wersety Muzułmańskich Poetów, sztuki szeroko pojętej, czyli malarstwa rzeźbiarstwa a nawet ich dokonania w dziedzinie matematyki, fizyki czy zwyczajną miłość i faktyczną tolerancję?!
Ale tu mamy tylko oblicze zabójstw nas niewinnych zwykłych mieszkańców Europy?!

Ja nie jestem przeciw przyjęcia imigracji która uchodzi z terenów wojny, ale gdy widzę co niesie ze sobą ta fala uchodźców to muszę bronić swój dom swoje dzieci i zwyczajnie swoich sąsiadów.. I muszę powiedzieć NIE – STOP!!!

Myślę że każdy z czytelników zgodzi się ze mną że za okazaną uprzejmość przyjęcia bezdomnego do własnego domu nie można się spodziewać że ten w zamian podpali nam ten dom do którego my go przyjęliśmy!?

Bezpieczeństwo Europy i w tym Polski w dużej mierze zależy od mądrości Rządów takich krajów jak Francja, Anglia, Niemcy, bo to podstawowe kraje które obecnie sprawują Rządy w Europie..
Jeżeli te kraje się nie przebudzą na czas to już wkrótce doświadczymy takiej przemocy jakiej nie zaznał jeszcze Świat..
Więc obudźmy się teraz zanim będzie już za późno i zadbajmy o swoich mieszkańców..

Marek Jakub Bliźniak

 

 
Australia – Soveregin Hill – 2015 rok

Pobyt w zabytkowym miasteczku Sovereign Hill w Australii jest jak podróż w inny wymiar czasu.
To czas gorączki złota gdy poszukiwacze tego żółtego metalu budowali kopalnie a co za tym idzie miasta.

- Ballarat to kolejne miejsce gdzie w okresie 1850 roku toczyła się bitwa kto znajdzie najwięcej złota. W małym miasteczku Soveregin Hill gdzie z dala od zgiełku głównych ulic biedni robotnicy szykowali się do pracy a gdzie w innym miejscu bankierzy i panowie paradowali pokazując swe bogactwo które wydobyli Ci biedni.

W Red Hill Gully prowadzono wykopaliska i zbudowano kopalnie która istnieje do dzisiejszego dnia. Zwiedzający i dziś mogą spróbować swoich sił i jak dawniej wypłukać swoje własne okruchy złota.


Zwiedzając to miasto w upalny dzień napotkałem scenę niczym z podróży w czasie, mimo że wiedziałem że to uliczny teatr podniosłem kamerę.
Znów światło zatańczyło w obiektywie aparatu aby przejść przez soczewki i tym razem namalować obraz na cyfrowej matrycy z której powstała pamięć i zapis oraz ten filmik. Dziś dzięki niemu mogę się przenieść w czasy gdy biały człowiek podbijał kontynent Australii.

Gdy to nasza techniczna Cywilizacja odwiedziła ten zapomniany świat.
Lecz czy wyszło mu to na dobre? – Raczej nie..
I tak ostatnia dziewicza enklawa naszej błękitnej planety dołączyła do postępu człowieka..
Jednak Australia częściowo oparła się tej ekspansji ludzkości i ukryła przed światem rzeczy o których do tej pory nikt nie wie lub niewielu wie.
Ale te minione czasy były jednak dziewicze dla osadników na kontynencie Australii.

Poza tym zwiedzający mogą zobaczyć 150.000 dolarów w jednej sztabce złota wystawionej na widok publiczny. Przejechać się bryczką i oglądać dawnych artystów ulicznych, w tym żołnierzy Redcoat marcu i Żołnierzy z oryginalnymi muszkietami z tego okresu. Wzdłuż głównej ulicy, znajdują się sklepy sprzedające towary na styl z 1850 roku. Można zobaczyć wiele zabytkowych hoteli. Można odwiedzić teatr z Goldfields z tradycyjną na tamte czasy formą rozrywki.

Dla podniesienia własnej przygody, dostępne są podziemne trasy starej kopalni z pochylonym szynowym wyciągiem który umożliwia dotarcie do głębin kopalni.
Ci turyści, ze szczególną żyłką przygody mogą wziąć udział w zawodach rodem z 19 wieku, gdzie wykwalifikowani rzemieślnicy pokazują dawny fach na żywo i tak można zobaczyć przy pracy w kuźni kowala, w wytworni świec działający zakład w kołodzieja, w „coachbuilder” można zobaczyć fabrykę słodyczy.
Mój wpis z pobytu w Sovereign Hill obejmuje również zdjęcia z Muzeum Złota, które posiada piękną wystawę złota opowiadając o historii Ballarat!

Co ciekawe w nocy, Sovereign Hill jak dawniej jest również otwarte dla turystów. Miasteczko o tej porze też wiele atrakcji w tym spektakularne widowiska wytopu złota, faktycznie wartego wiele milionów dolarów.
"Blood on the Southern Cross" z legendarnej opowieści z 1854 roku i powstania Eureka, przedstawiając smutną prawdę o wielkim australijskim dramacie.
W restauracjach można zjeść posiłek dwudaniowy jak za dawnych lat z napojami i lemoniadą, którą piłem, w upalne dni smakuje jak czarodziejski napój! Trudno u nas szukać tego smaku a ja nie znalazłem.


Sovereign Hill posiada doskonałe zakwaterowanie dostępne na miejscu w starych hotelach również w niedawno odnowionym hotelu Comfort Inn Sovereign Hill.
Można w nim znaleźć wręcz królewskie zawieszenie łóżka. Comfort Inn Sovereign Hill jest dziś popularnym wyborem dla turystów.
Opcje zakwaterowania w zakresie od doskonale wyposażonych pokoi dla gubernatora to idealne dla par, do eleganckich państwowych pomieszczeń dla rodzin i osób podróżujących służbowo.
Oraz dużych, dostępnych jednostek apartamentów z kolonialnych czasów przeznaczonych dla całych rodzin.

Na koniec mogę dodać że sam osobiście wczułem się Australijski klimat dawnych czasów a uprzejmość obsługi oraz napotkanych tam ludzi nie ma sobie równych w świecie.

Warto zobaczyć starą kopalnię i prawdziwe złoto, poczuć żar australijskiego słońca oraz zasmakować w potrawach z przepisów nie zmienionych od czasów gorączki złota. Warto przejechać się prawdziwym dyliżansem.
Warto poświęcić kilka dni w pobycie w Australii aby odwiedzić to piękne i historycznie ciekawe miejsce.Polecam tym co udają się do Australii!

Marek Jakub Bliźniak


















A to prawdziwe złoto które można było wziąźć do ręki..

Miski dla poszukiwaczy złota które można było kupić..

Wieża kopalni.

Niezwykłe wnętrza urzekają swym urokiem..

To jest wnętrze pokoi Hotelowych.

A to już Hotel i oryginalne łóżko z tego okresu. Niezwykle romantyczne miejsce..

Wizyta u Fotografa,zadziwiające jest to że utrzymano ten klimat rodem z tamtej epoki..

Mina ówczesnego Policjanta i obrońce prawa..
 

 
( Wpis udostępniony publicznie na innych stronach - 26.05.2015)

Hanging Rock / Mount Diogenes – Australia 2015 r.

Jakiś czas temu kupiłem stare, kieszonkowe wydanie książki Joan Lindsay powieści z lat sześćdziesiątych. Historia opisana w książce i jakże zmysłowo ukazana w filmie Petera Weira, przenosi nas do upalnego 14 lutego 1900 roku. Gdzie z okazji dnia św. Walentego, grupa kilkunastu pensjonarek z Appleyard (nazwa prywatnej szkoły dla dziewcząt), udaje się na tytułowy piknik pod Wiszącą Skałę gdzie mają zaznać nieco swobody i przyjemności.

Należy pamiętać, że wiktoriańskie obyczaje w tamtych czasach, wciąż mocno krępowały młodzież. Dorastające dziewczęta obowiązkowo przechodziły kursy przygotowujące je do bycia "damą", "idealną żoną", musiały więc dbać o nienaganne maniery, nosić gorsety i rękawiczki nawet w upalne dni. Prawdę mówiąc, nie widzę żadnej różnicy w modzie tamtych czasów i obecną głównie w krajach arabskich, tu i tam chodziło przede wszystkim o ograniczenie swobody kobiet, które hodowane jak króliki w zamkniętych ośrodkach, za szczyt sukcesu upatrywały (tak je bowiem wychowano / wytresowano) odpowiednie zamążpójście.

I tak też ukazane jest tło powieści. Widzimy śliczne jak z obrazka (przynajmniej większość) panienki w zwiewnych białych sukienkach, jako symbol ich nieskalanej czystości (co zresztą podkreślane jest na każdym kroku), pomimo iż wchodzą już one w okres dojrzewania. Nie obce im są płomienne uczucia, pomimo iż platoniczne i z racji oddalenia od siedzib ludzkich, od młodzieńców w ich wieku, często skierowane ku najbliższym przyjaciółkom, co bez wątpienia trąci myszką.

Taki ponoć był zamysł. Jeśli się bowiem komuś wydaje, że jest to li tylko opowieść o jednym dniu z życia mało istotnych dla losu świata panien, to jest w błędzie.
Po przybyciu na miejsce, w samo leniwe południe, nagle zaczynają się dziać wokół pensjonarek dziwne rzeczy. Najpierw stają zegarki, po czym jakaś siła oddziela od grupy trzy dziewczęta (czwarta - Edith - podąża za nimi wyłącznie z ciekawości) i kieruje je ku wyższym partiom wzgórza. (gdzie bylem) Z początku tylko zwiedzają, wspinając się na szczyt a przewodzi im - Miranda ("Anioł Botticellego" - jak określiła ją nauczycielka francuskiego, pani de Poitiers), która już po przebudzeniu wyczuwała, że nie wróci więcej na pensję. Od grupy oddzielają się także: Marion, Irma oraz krępa Edith. Dziewczęta nie są świadome, że w pobliżu, przechadzają się po lasku także dwaj młodzieńcy, Albert "Bertie" oraz Michael, daleki kuzyn Irmy.

Idąc śladem głównych bohaterek, dotarłem i ja do miejsca, w którym w filmie, czwórka pensjonarek, ułożyła się zmęczona upałem na skale. (a może to wpływ czegoś jeszcze?) Ułożyła się bez pończoch i butów, obserwując przy tym pochylające się nad płaskim żlebem, skalne postacie niczym krogulce czy skamieniałe trole, z których każdy przypominał rozdziawioną jak do krzyku paszczę zjawy z wlepionymi w dziewczęta swymi ślepiami.Sama Edith bowiem stchórzyła i zbiegła na dół, aby zatopić się w ciemną szczelinę, w głąb skały z której tylko jedna pensjonarka po tygodniu, wyłoniła się na powierzchnię!?

Na początku Ja nie czułem jednak tak wyraźnie, tej przemożnej siły, która kazała tym trzem dziewczętom rozebrać się i zasnąć?
Chociaż miałem kilka niezwykłych doznań? -
Więc czyżby to było to? Senność i chęć wtopienia się na zawsze w to miejsce to było uczucie które we mnie kołatało i stawało się silniejsze wraz z upływem czasu..
Miałem wrażenie czegoś obcego może bytu, - a może to zmęczenie?
Miejsce jak w przypadku pensjonarek też podziałało na mnie sennością.
Miałem ochotę wtulić się w jedną z rozgrzanych słońcem jaskiń i zasnąć. Odniosłem też wrażenie jakby energia czy klimat tego miejsca spowalniała czas, bowiem odczuwałem coś w rodzaju kołysania się na małej łódeczce na powierzchni oceanu?
Być może było to było spowodowane moim złym stanem serca które mam chore a przecież samo podejście na tą górę dało mi się we znaki?
Nie wiem ale wiem że czułem się inaczej niż zwykle.(Dziś bardzo intensywnie wspominam tamte doznania)

Wisząca Skała formalnie zwana Górą Diogenesa, to formacja wulkaniczna, wypiętrzenie skalne spowodowane prawdopodobnie ciśnieniem magmy które niczym włócznią przebiło ten kontynent w tym miejscu tworząc coś w rodzaju trzy poziomowego zamczyska.

Ja podzieliłem sobie tą formację na trzy części nazywając ją zamkiem dolnym i górnym oraz szczytem czyli koroną. Samo miejsce zwane Hanging Rock / Mount Diogenes znajduje się nieopodal miasteczka Mount Macedon (na ponad 600 m n.p.m.) ok. 70 km na północny-zachód od Melbourne.

Przebywając w Australii co żywo byłem zainteresowany odwiedzeniem tego miejsca tym bardziej że jako nastolatek wraz z przyjaciółmi Darkiem Grabowskim i Zbigniewem Kajzerem często podejmowaliśmy ten temat głównie z powodu filmu Petera Weira.

Przyznam że na pewno miało to wpływ na samo późniejsze postrzeganie przez ze mnie tego rejonu gdy go już odwiedziłem na miejscu.
Wypiętrzenia które otaczają ową tajemniczą skałę są znacznie starsze, osiągają ponad 160 mln. lat wstecz, zaś sama Wisząca Skała czyli iglica ma zaledwie 6 milionów lat!
Jednak właśnie to miejsce od ponad 200 lat wzbudza najwięcej kontrowersji i podobno jest miejscem zupełnie wyjątkowym jeśli chodzi o działanie elektromagnetyzmu, - być może pod spodem znajduje się ruda żelaza? Kształt formacji który z oddali gołym okiem można podziwiać to wynurzony z głębi duszy ziemi strzelisty szkielet naszej planety, który układa się w niezwykłe twory geologiczne.
Spotykamy tam zastygłą lawę w późniejszych zwietrzałych erozją futurystycznych pozach co tworzy sceniczny klimat do filmów prosto rodem z horrorów.

Ja co prawda nie czułem tej przenikliwej grozy, ale podczas kręcenia filmu „Piknik pod Wiszącą Skałą” ekipa reżysera Petera Weira miała spore problemy i tak kamery odmawiały posłuszeństwa a zegarki wariowały wskazując inny czas niż powinny, - to jest już fakt.

Ciekawostką jest że miejsce to znajduje się w obrębie wpływów klanu Wurundjeri miejscowych Aborygenów. Dzięki którym można dowiedzieć się fantastycznych opowieści (mitów) o pochodzeniu "Skalnych Strażników" - obiło mi się o uszy takie sformułowanie - o zaburzeniach czasoprzestrzennych wewnątrz zaklętego kręgu, którego doświadcza się o pewnych porach dnia przebywając w obrębie tych formacji skalnych!?
Podobno nikogo tutaj nie dziwią zepsute zegarki, niedziałające telefony komórkowe, zakłócenia radiowe a nawet milknące zwykłe walkie-talkie. Podobno bywa że rozmagnesowuje się kieszonkowy kompas? Podobno też samochody gasną na drodze opodal Wiszącej Skały i zamiast zjeżdżać na wolnym biegu ze wzniesienia, jadą same - pod górę!
Ja osobiście niczego takiego sam nie stwierdziłem mimo posiadania wielu opisanych wyżej przyrządów.
Będąc na miejscu sprawdziłem wskazania kompasu i porównałem go z drugim kompasem i wszystko przebiegało normalnie, obydwa kompasy wskazywały poprawny kierunek magnetyczny naszej planety. Nasz samochód Honda o wdzięcznej nazwie „Odyssey” też nie sprawiał żadnych problemów.

Jednak nie wszystko się zgadzało!!! - Chociaż zorientowałem się o tym już po powrocie do Polski. W elektronicznym zegarku na ręku oraz w obydwu kamerach i aparacie fotograficznym data wskazywała jeden dzień do przodu? A zwrócił na to moją uwagę kolega który stwierdził że na nakręconym filmie już w Polsce na tym sprzęcie na ekranie w lewym rogu na filmie jest dziwnie podana data.
Sam film powstał gdy filmowałem tym sprzętem już w polskich lasach będąc na wycieczce rowerowej bez ówczesnej korekty daty. Cóż teraz to już się niczego nie udowodni trzeba było mi zrobić mi doświadczenie porównawcze na miejscu będąc jeszcze w Australii na dwóch niezależnych stoperach który jeden bym zostawił w Melbourne a drugi zabrał na Wiszącą Skałę.

Można jednak tutaj wykluczyć mój błąd w ustawianiu bo są też filmy zrobione w Australii ale w innych miejscach i tam data jest zgodna i poprawna? Tak dziwaczne uszkodzenie różnych elektronicznych urządzeniach też raczej nie wchodzi w rachubę? – Więc pozostaje zagadka czy niewiadoma?

– Oraz pytanie, - co spowodowało zmianę tylko samej daty o jeden dzień do przodu w kilku niezależnych czasomierzach elektronicznych?! – Niestety to pozostanie bez odpowiedzi, chyba że uda mi się tam wrócić i fizycznie sprawdzić czy faktycznie wystąpią różnice w pomiarze czasu.
http://b1.pinger.pl/576d5a955088b0d0165539c03af6e21d/2015_0202_144207_032-007asdasd.jpg
Według przewodników turystycznych region ten jest wyjątkowo wilgotny i chłodny ze względu na bliskość gór. Gdy ja tam przebywałem raczej było gorąco i sucho bez grama wilgoci, temperaturę miałem 36'C - a byłem tam na przełomie lutego i marca 2015 roku. Podobno lato w tym rejonie dosyć parne przypada w tej okolicy na styczeń i luty ale temperatura do 30'C to rzadkość, z kolei najchłodniejsze dni przypadają na czerwiec i lipiec kiedy temp. sięga co najwyżej ok. 20'C.
Więc raczej mała zgodność z przewidywaniami meteorologów przynajmniej w moim przypadku.

Dla mnie jest to miejsce jest absolutnie nadzwyczajne i nie tuzinkowe!
Skały gdy tam byłem były nagrzane i miejscami gorące, to przez wzgląd na intensywną moc słońca prażącego w Australii.
Miewa się wrażenie będąc na szczycie tej formacji, że w lasku u podnóża rozbrzmiewają liczne dźwięki, choć faktycznie nie jest to prawdą a jednak u góry ma się wrażenie, że cała okolica pobrzmiewa jakiś dalekim echem, porównał bym ten dźwięk z bardzo niskim basowym mruczeniem?
Gdyby to był tylko wiatr, ale tak nie jest?
Nie potrafiłem tego wytłumaczyć i nie potrafię do dziś.
Na co zwróciłem też uwagę że czuje się coś od środka, na przykład siedząc na skale po chwili, coś przenika kręgosłup delikatnym mrowieniem. Autosugestia, - może tak a może nie? –
Może coś jednak naprawdę tkwi w tych skałach? - Coś wcale nie magicznego, ani upiornego, jakieś pole magnetyczne? - W końcu skały te przed ponad 6 mln lat, tkwiły głęboko pod ziemią?

Można sobie tylko wyobrazić jak wielka siła wypiętrzyła je na tę wysokość 100 metrów, oraz jaka wciąż moc może drzemać w ich środku!? Aborygeni wierzą, podobnie jak w przypadku Ayers Rock i Urulu że jest to święta ziemia przeznaczona duchom.

Pewnie i dla australijskiej pisarki Joan Lindsay również wydało się intrygującym miejscem? Musiała tu przebywać zanim napisała swą powieść oddając w niej wspaniale klimat jaki tam panuje! Zastanówmy się przez chwilkę co tak naprawdę spotyka bohaterów w tych opisanych w książce wydarzeniach? Czego doświadczają i czy choć część opowieści z plemion Aborygenów jest prawdziwa? Celowo łącze te dwa fakty czyli powieść pisarki z opowieściami tubylców. Może ta formacja skalna ma właściwości załamywania przestrzeni i raz na jakiś czas otwiera bramę do zupełnie innego wymiaru? Oczywiście są to tylko moje dywagacje ale musi być coś co zwróciło uwagę Aborygenów na to miejsce? Może w odpowiednim ustawieniu planet w naszym układzie słonecznym występuje tam jakaś anomalia która powoduje znikanie ludzi? Nie wiem ale myślę że to warte zbadania.

Lindsay Joan przed śmiercią a niektórzy piszą że po śmierci zostaje opublikowany dodatkowy tekst który podobno był napisany na samym początku powstania tej powieści tylko że wydawca się nie zgodził aby go zamieścić? Tekst jednoznacznie określa całą powieść jako tylko fikcję literacką.
Ja wysuwam tezę że było inaczej, że sama pisarka wzbudzając dużą sensację swoją książką była często odwiedzana przez dziennikarzy i może miała tego dość? A może jest jeszcze coś co jest ukryte w jej tajemniczej powieści? To są tylko moje gdybania ale coś mnie intryguje w całej tej historii.

Będąc w samym kompleksie skalnym i łażąc po labiryntach tuneli wyrwisk i wnęk prowadzących to w górę to znów w dół napotkałem też znany napis białego odkrywcy tego miejsca Pana - Tony Skott z 1866 roku i sam napis przedstawia dokładnie taką informację „TONY SKOTT 1866”.

Przeciskając się między skałami w wąski przesmykach zwężających się ku dołowi gdzie więzną stopy odkryłem też inny napis położony wyżej w obrębie korony czyli szczytu tych skał.

Został on wyryty podobną formą i wielkością czcionki a brzmi on tak, - najpierw wysoko ponad dwie litery, - "JA" (nie ma ich na zdjęciu) potem mamy TJH – to prawdopodobnie inicjały? Dalej zapewne tylko częściowo czytelne bo zauważyłem widoczne uszkodzenia zrobione moim zdaniem celowo - „H.TONKS” a całość to „JA, TJH – HTONKS”
Jak wspomniałem napis został według mnie celowo zatarty tuż przed „HTONKS”? Po mimo prób ja nie umiem go rozszyfrować ale moim zdaniem ktoś zadał sobie wiele trudu aby go wyryć i na pewno nie po to aby był tak sobie bez sensu. Ciekawą cechą jest końcowa litera „S” pochylona w prawo? Być może to jakiś kod? Nie wygląda mi to na nazwisko a raczej na jakąś informację, - może współrzędne? Nie wiem? – Będę nadal próbował coś z tego zrozumieć. Takich formacji skalnych w Australii jest bardzo wiele ale są one położone w trudno dostępnych miejscach, ja je widziałem tylko z pozycji jadącego samochodu po autostradzie z daleka.
http://b1.pinger.pl/b95ada592546e64a6b88585ab4069c99/IMG_7477asd.jpg
Mam nadzieję że wrócę na ten kontynent aby móc nieco więcej czasu poświęcić właśnie takim miejscom bo Australia ma ich wiele.

Podobno jak twierdzi sam Pan Peter Listkiewicz – obecnie Australijczyk Polskiego pochodzenia i pisarz oraz dziennikarz, tłumacz, ekolog.
– "Mogę potwierdzić – Australia jest jak narkotyk!” – „Kto raz tu był, zawsze będzie już rozerwany po powrocie do swojego kraju, zaś w przypadku Polaków mało kto wraca stąd całkowicie "normalny"!? – Bo zawsze będzie tęsknił i będzie już na zawsze trochę innym człowiekiem."

Trudno się z Panem Listkiewiczem nie zgodzić bo ja czuję się już inny i inaczej postrzegam świat? Lecz czy zwariowałem? - Pewnie nie ale jestem przewartościowany mam teraz inne cele i to zauważyła moja rodzina oraz przyjaciele.
– Myślę że kontynent Australijski skrywa przed podróżnikami i badaczami jeszcze wiele tajemnic.

Obecnie tęsknię za kojącą przyrodą Australii i zapachem eukaliptusa oraz odgłosami zwierząt. Energetycznie też się znacznie lepiej czułem tam w Australii niż tu w Europie.
Więc czas już myśleć o następnej wyprawie do Australii w miejsca gdzie jeszcze nie byłem..

(Tym bardziej że moje życie osobiste po powrocie zaskakująco szybko się zmienia i to bezpowrotnie..)

Wszystkich tych którzy interesują się takimi tajemnicami proszę o kontakt.Być może zainteresuje się taką wyprawą jakaś instytucja?
Być może razem wspólnie wyjawimy światu jego kolejne tajemnice tych dziwnych zakątków naszej planety?
Obecnie organizuję kolejną wyprawę do tajemniczych zakątków Australii..
Więc może ktoś zechce się do niej dołączyć?

Dziękuję i Pozdrawiam.

Marek Jakub Bliźniak


Hanging Rock / Mount Diogenes

Hanging Rock / Mount Diogenes – Australia 2015 r.

Zwietrzałe skały..

Dziwne formacje przypominające zastygłe twarze troli.

Natura i duch czegoś a może duszy Ziemi?








Pod Wiszącą Skałą w Australii byłem dwa razy w różnym przedziale czasowym. Jednak za każdym razem to miejsce jakby mnie absorbowało i pochłaniało w sferze duchowej zadumy. Wszystkim tym co nie czytali powieści Autorki Joan Lindsay tej powieści z lat sześćdziesiątych radzę jak najszybsze jej przeczytanie! Bo wtedy zrozumiecie też mój wpis.. Pozdrawiam - Marek Jakub Bliźniak




http://b1.pinger.pl/b95ada592546e64a6b88585ab4069c99/IMG_7477asd.jpg
 

 
(23. 10.2009 r. | 19:53)
Jesienna Zaduma...

Jesieni, tobie wdzięk przed snem zawdzięczam,
Tej pory i tuż przed zimną otuliną bieli,
tobie jesieni powierzam szkatułę tajemnic,
już starą więdnącą, ale złotawą w ostatnim poszyciu.

Chylą się pnie nad lustrem stawnym.
Chylą się i wspomnienia jawiąc się duchem,
oddając skradzione dni mgielne, tajemne.
Każdym oddechem bliżej kształtów ludzi ukochanych.

Tuż przed zmrokiem płonąc zniczem migotu,
w tym dniu pośród świec ziemi,
wielu krajobrazom spojrzeń,
naszych i ich z szeolu...
.
Tak i ty wieszczko jesieni,
obliczem pamięci przyjaciół uśpionych,
nim uśmierzysz swój kres,
listowiem trzepoczesz dawnej zieleni,

- niby mową a jednak testamentem,
szeptem przemiany liści spadających.

Marek Jakub Bliźniak









 

 
To nie tak a inaczej..

Wyrażeniem rzeźbiarza jest kształt widoku,
możliwym w odbiorze nawet w mroku,
skrytej, plastycznej dziedzinie dotyku.

Malarz wizje nakłada pejzażu falami,
muśnięć pędzla, nurza w barwnej farbie zmysłów,
rzeczy malowanych slajdem osnowy myśli.

Muzyk wibracje powietrza definiuje,
z rytmem rydwanu kompozycji.
Cząsteczek, którymi oddychamy.

Poeta, rytu znakami uderza w dzwon, kamienia boleści,
Takim szlifowaniem zadaje przemiany klejnotu słowa,
W którym diamenty metafor pękają w sercu wnętrza..

Zatem ofiara z uczuć nigdy nie uraża,
nawet spisana w stygnącym, zielonym języku, łacinie,
dogląda i wypatruje to, co zachwyca przeobraża.

A wszyscy oni, ci, co minęli, ci, co trwają, ci, co nadejdą,
ludzie delikatni, w tym świecie wyspą a jednak wulkanem doznań,
budząc pomruku gorąca, zostawiają je nam w lepszym przesłaniu.

Artyzm i Sztuka to nadzieja, która wnika w czystą wiarę,
jednolitym stanem szlachetnych myśli,
w tym jest prawda o istnieniu, odmienności każdego człowieka.

Ceń sobie majętność odwagi, aby żyć w marzeniach,
ujarzmiając ułomność przez wysiłek i walkę,
wyceń mądrość w słońcu, bo wtedy cień ucieka..

Marek Jakub Bliźniak

(20-09-2008 rok)
- (wyceń mądrość w słońcu, bo wtedy cień ucieka)







 

 
Zaduma i Zgliszcza

Chwila zrozumienia,
bez kalkulacji i chwały..
technologia płodzi wiedzę,
ślepą na Stwórcę.

Płomyk chochlika w popiele,
fałszywe światło w kościele.
A z blasku stałego wśród nocy,
punkty gwiazd sierocych.

Genom klonu wpleciony w byty zwierzęce,
z nim Królowa Szkarłatna Europeia,
opasana nagim fałszem, miast nowych.
Tu nie ma nic z cudu i uniesienia.

Gorejący wiatr informacji,
milionom oczy kaleczy,
kurcząc świata dziedzictwo,
w przetarg czy targ fascynacji.

Z Qumran odzyskanym zwojem,
księga liczbami i liczeniem prowadzi,
dziś wycena wartości istnienia w żetonie,
człowieka życie, krzywda, dzieli i oddziela.

Przemilczane karty z literą spłowiałą,
wiemy a jednak żyjemy nową ideą.
Kiedyś drzewa, potem biały papier,
zapis ducha, autor i ożywcze tchnienie.

Teraz jedynie powierzchowny obraz,
kultura, wiedza, natchnienie mało znaczą.

(Napisano te słowa w 2006 roku..)

Marek Jakub Bliźniak













 

 
Niewiasta

Kobieta - Bóg ją stworzył wyjmując cząstkę ze snu mężczyzny..
A piekło czy cmentarny Gotyk i mara, zawsze wieszczem mgły ofiarnej..
Znajdź w tym zmysły i przyjaciela wśród czarów nocy..
a gdy wstanie blask słoneczny on uśnie w prochu Twojej mocy..

Mówią;
- "Miłość w przeszłości jest tylko wspomnieniem,
Miłość w przyszłości jest tylko oczekiwaniem,
Prawdziwa miłość żyje w teraźniejszości.” -

W przeszłości miłość była dla mnie natchnieniem,
Miłość w przyszłości zdaje się moim oczekiwaniem.
Prawdziwa miłość, zmienia wnętrze człowieka,
ważne aby była miłością a nie tylko zwykłym kochaniem!

Mówią;
- „Kobieta...A że Pan Bóg ją stworzył,
a szatan opętał,
jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
zdradliwa i wierna,
i dobra i zła, i rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza…
I anioł i demon, i upiór i cud, i szczyt nad chmurami,
i przepaść bez dna.
Początek i koniec – Kobieta – TY..Anioł..” -

A przecież Anioły to,
- Gabriel – najszybszy z Archaniołów,
- Michał – z mieczem wirującym wojownik.
- Raguel – goniący światło w świetle.
- Rafał – poszukiwacz,
- Lucyfer – miał być chwalebny a stał się haniebny..
A ja i Ty to tylko człowiek z iskierką miłości w sercu?.

- W moich oczach lśni jeszcze płomień.
Gdzie znajdziesz tyle bólu i spadających liści jesienią?
Gdzie zmienisz swój urok na zaniedbanie?
Gdzie w spowiedzi nadziei znajdziesz nurtujące cię pytanie?
Gdzie znajdziesz tyle zapomnianych słów i wysłuchanie?

Nie myśl teraz aby żyć, nie znacz tropu aby iść,
Bo teraz żyjesz choć jesteś martwy.
Bo teraz istniejesz w blasku światła i Twojego cienia.
Teraz marszczysz brwi w zadumie pragnień i niemego imienia.

To co że nas sfery i czas dzielą?
To On otula Cię w obłoki i swoje marzenia,
To on odpowiada na Twoje westchnienia.

I gdy nadal istnieje nić łącząca dwa serca.
To nic, absolutnie nic, nic tak nie łączy i nic tak nie dzieli!
Jak dwa światy i dwie gwiazdy na nocnym pustym ciemnym niebie..

A co mam spętać cię sumienia liną?
W jasyr cię wziąć jako tą istotę moją i jedyną?
Abyś znów znalazła wadę i zwadę i ulotniła się z kpiną?

A przecież Ty i Ja to światło wielu barw!
W barwie tej jednej lśniąco białej?
Niewiasto, czemu więc odchodzisz z mojego snu w marę snu obcego?

Marek Jakub Bliźniak (21 Październik 2015 rok)


 

 
Badania genetyczne dostarczyły pierwszych dowodów na to, że jakaś grupa ludzi dotarła do Australii trochę ponad 4 tys. lat temu..
Rysunki naskalne Aborygenów z Zachodniej Australii, mimo upływu tysięcy lat, mają ciągle żywe kolory są doskonale zachowane, i to dosłownie. Barwniki zostały zastąpione przez kolorowe bakterie i grzyby.

W XIX w. w jaskiniach Zachodniej Australii natrafiono na Aborygenów malowidła oraz dzieła rytów naskalnych, znane od nazwiska odkrywcy jako "sztuka Bradshawa".

Aborygeni podchodzili do życia bardziej w sferach duchowych i do dzisiejszego dnia ich szamani leczą raka w 99% skutecznie? Z czego to wynika? Z zabobonów?, - Raczej nie bowiem Aborygeni nauczeni są do równowagi życia i przez ten czas odosobnienia posiedli wiedzę wykraczającą poza obecne badania naukowców w dziedzinie biologii. Więc gdy współczesna medycyna zawodzi to wielu Australijczyków i dziś korzysta z leczenia niektórych Klanów Aborygenów.

Aborygeni wierzą że świat duchowy nierozłącznie wiąże się ze światem materialnym, z tym że u nich przewagę ma świat duchowy a świat materialny jest jedynie odbiciem i cieniem tego metafizycznego. Co ciekawe że Aborygeni skutecznie umieją przewidzieć się zachowanie przyrody i obecnie tą ich umiejętność wykorzystuje i biały człowiek przekazując dawne tereny buszu pod zarządzanie plemion Aborygenów, a co dziwne z pozytywnym skutkiem..

Czyżby ich wiedza wykraczała poza to co zna współczesna i techniczna cywilizacja?
Ja myślę że tak, biały człowiek ulegając złudzeniu technologii odłączył się od świata biologicznego naszej planety i tym samym pozbawił się na własną prośbę jej zrozumienia w naturze. Gdzieś my jako ekspansywni i biali zatraciliśmy istotę skomplikowanego układu wpływów zielonego świata przyrody na nasze życie.

Tym samym zburzyliśmy równowagę którą plemiona Aborygenów znają od urodzenia a wiedzę o naszej planecie przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Życie Aborygenów jest proste ale ich świat Duchowy wykracza poza nasze poznanie..

Marek Bliźniak



 

 



Jestem po części mistykiem i władcą ciszy w rzeczywistości duchowej.
Bo tylko w ciszy można usłyszeć szept serca innej osoby innej istoty.
Stąd mistyk, który śpiewa, bowiem poezja i śpiew zawsze chodziły w parze.
Prawdziwy mistyk musi być po części artystą, gdyż sprawy, którymi tak głęboko żyje, domagają się pięknej formy. Pieśni Duchowej - zadanie, z którego nigdy już nie może zrezygnować!
Oby obracać pierścieniem przeznaczenia potrzebne jest nazwanie wszystkiego w języku prastarego imienia.
Bo ono to słowo stwarza i ono wyznaczyło kształt tego dziwnego świata.
To są zaklęcia które to tak magowie skrzętnie poszukują.
Jednak tylko ludzie duchowi coś z tego czują..

Marek Bliźniak






  • awatar Mistykus: @gość: A ty człowieku nawet twarzy nie pokazujesz? Znaczy umiesz tylko śmieszne słowo ważyć a sam nic sobą nie reprezentujesz.. Czyli zero absolutne..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bushido filozofia pochodząca ze wczesnej Japonii.
Gdy wszystko się wali bądź jak Shogun niewzruszony, siedź na posterunku jak skała. A gdy Twoje uczucia giną tak jak samuraje to nawet nie mrugnij okiem..
Bo droga samuraja odnajdywana jest w istocie śmierci, jeżeli każdego ranka i wieczora przemienisz właściwie swoje serce, zaistniejesz w życiu, poza ciałem jak gdyby ono było martwe w osiągnięciu perfekcyjnej władzy myśli na ścieżce wolności ostrza miecza.
Bądź jak góra niewzruszony a w tej ziemi zasadź drzewo ono urośnie na wielkie,
gdy zapuści wiele korzeni, to będzie twoja mądrość.
Wówczas całe twoje życie będzie bez skazy i osiągniesz sukces w swych zamierzeniach.
Droga jest jednym, twoja aura, kontrolowane ciało miecza, pustka umysłu w walce.
Kiedy pytasz, pytaj własne serce oto jest duch, który może dokonać wszystko.


Jest nas wielu, tych co stąpają jak cienie leśnych drzew,
- znając nie tylko grunt przeciwnika ale i jego oskarżenie.
W ciszy szeptu odnajdując echo rytmu serca,
Honor i życie tkwi w piersi jak zadzior sumienia.
By w potrzebie wzbudzić wiatr jak ostrze tnące w proch wspomnienia.
Gdy żyję nie lękam się, odnajdując drogę na bezimiennej ziemi..

Odrobinę Historii..

Historia zna niezwykłe miecze które były niczym sztandar dla pokoleń Japończyków.
Miecz dla samuraja jest niczym jego własna dusza gdzie ostrze tnące jest jego nieodłączną częścią..
Oprócz innych mieczy Katana jeden wyróżniał się szczególnie i jest do dziś poszukiwany przez badaczy. (prawdopodobnie został on skradziony przez Amerykanów w czas Drugiej Wojny Światowej – podczas rozbrajania Japonii)

Miecz Honjo Masamune – legendarny Japoński miecz o duszy sprawiedliwego ostrza, które podążało za sprawiedliwością. Znany też pod nazwą miecz kapłana, jednak bez właściwej ręki dobrego człowieka miecz stawiał opór i sprawiał problemy w cięciu. Miecz powstał w trzynastym wieku, wykonany przez samego mistrza Masamune. Zaginiony podczas drugiej wojny światowej i do dziś poszukiwany jako najważniejszy miecz Japonii uważany jako skarb narodowy.. Legenda głosi że mistrz wykonał siedem mieczy a jeden był unny bowiem mistrz podczas jego ostrzenia zaciął się krwawo i miecz od tej pory nosił ślady plam krwi których nie można było już usunąć. Jednak mistrz Masamune nie zraził się tym i po naostrzeniu mieczy wziął je nad potok aby sprawdzić jak tną.

Legenda głosi że mistrz będąc na mostku nad potokiem zanurzał ostrza mieczy w wodzie i przyglądał się czy te ostrza tną wolno unoszone na wodzie strumienia liście drzew. Ale jeden miecz nie chciał ciąć liści.. Mistrz westchnął i powiedział głośno! – Ten jest nieudany bo jest nieostry.. Nieopodal przechodził pewien mnich i usłyszawszy te słowa podszedł do mistrza poprosił o miecz i gdy go ujął w dłoń i podniósł w promienie słońca, - powiedział, - mylisz się mistrzu Masamune! Ten miecz jest najlepszy ze wszystkich jakie do tej pory wykonałeś bo posiada Twoją część duszy. Miecz nie będzie ciął tylko dla tego że ma ciąć byle liście.
Ale w prawej ręce będzie on ciął wszystko co pochodzi z cienia..
I tak miecz Honjo zabłysnął podczas wielu bitew osiągając perfekcję w ręku sprawiedliwego pana..



Japonia i Filozofia tego Narodu to niezwykle ciekawy temat..

Marek Bliźniak







 

 
Niepokorni

A co oni mają robić, chodzić po wodzie,
zanim ona skrzepnie tępym lodem?
Czy szeptem hieroglifu, wzruszyć gałęzie drzew ubogich,
aby ich pnie okryły się korą skarg i nazw pierwotnych?

Kochają oni sercem a w doznaniu jawią się duchem,
Piórkiem kreślą ścieżki maleńkie a góry ruszają,
W tej lawinie kamyków tworzą, to ich swoboda.
dotykają powiewem a krzyk i wrzawa się unosi.

Tak schodzą się w nich młyńskie kamienie, krąglaki baśni,
mieląc euforię i smutek w mąkę białej strawy,
ten pył sumienia, firmamentem runicznej pokuty za zwady,
tą właściwością tkają sylaby w słowa.

Bez nich rozumiemy tyle samo a z nimi może jeszcze mniej,
jednak to Oni budują miasta w mrowiskach myśli,
które przeobrażają sklepienia gwiazd w wizje.
I idą obok nas, obdarzeni tyglem wyobraźni Pisarze, Poeci.

Westchnienie.. więc każdy z nich, sługą czy panem?
Ludźmi są czy już tylko zjawą pisania,
duszą w kopercie, którą listonosz istnienia obdarza.
Im to Bóg odpowie, Ciszą i Natchnieniem.

Marek Jakub Bliźniak

(wiersz powstał w 2008 roku)



 

 
Spacer

We mnie jesteś parku.
Znów chadzam z twoimi drogami,
nigdy tak piękny jak o tej porze.
I zawsze cierpliwy, czekasz.

Droga na uboczu, werset drzew,
klejnotem ich płatki bursztynowe.
Upadkiem lekkim ścielą poszycie,
śladem za mną wspomnienie.

Pochłodniało, jakby druga strona,
ale to płatki śniegowym mchem,
jedwabiem pod stopami,
ukrywają, że czuję, ja i one.

Delikatnie, już śniegi topnieją.
Kwiaty, co wychylają pierwsze źdźbła.
Uśmiech - triumf odradzania się parku.
Razem, raz mija i przebywa tu ten czas.

Zawsze wracam, aby ciszę pocieszyć,
ten sam zapach tej i innej jesieni.
Niczym kustosz muzeum znam zakątki.
On usypia, ja czuwam jak ON się wzbudzi znów…

Marek Bliźniak


 

 
Powroty
20 sierpień, 2008 - — mistykus

Światłem nadziei w słońcu pisanego dnia,
Igraszką szybującego orła w bieli.
ożywam na nowo.
Źrenicą sytą barw osobnych,
igielnikiem przekłute brzaskiem rzęsy,
tulą do siebie skrępowane widoki.

Tak krok po kroku smutna myśl czepi czystą wiarę,
rozdmuchując starcze spróchniałe dni.
Przeszkodą jedynie miraż śmierci,
skazy małej, pokornej wobec klombu zieleni.
Schronieniem szelest listowia jesieni,
pieśni przemiany w porze kamieni.

Trwam wpatrując się w nowe bieguny pożóg,
Tęczą przymierza oświetlonych szarych oczu.
siecią lśnienia, jesienią, zapachem,
spędzam chłód mokrego deszczu.
Kroplami barykaduję resztki woli,
odnajdując zaklęcie i sposób.

Kręgiem tych widziadeł, ściskam skałę strachu
kruszeje w oplocie korzenia palców mych dłoni.
W piersi dygocze berło, wrażliwa kotwica,
dawna ufność mych pradziadów Polan, styk wierności,
nadzieja zawarta w nasionach słowa.
Tak zostawię, ziarna a nie piasek..

Marek Jakub Bliźniak

(Tak zostawię, ziarna a nie piasek..-)

 

 
Polskie duchy na okrzyk pamięci wydartej Polskiej ziemi,
Staną na krawędzi światła i ciemności aby bronić Polskich granic.
Z odmętu widziadeł i z mgły wolności z szeptem wiary,
A jeden za czterdziestu tych co odważą się Polską ziemię splamić.
A Ty Putin wiesz że zamiast nas Polaków ranić,
Powinieneś wzniecić płomień bojaźni…

Więc czy Polska jak tarcza powinna cię osłaniać?

Polskie zaklęte słowa jak ogień skwierczący
ogarniający ciało i spowijają językami duszę
Płonące widma uczuć i ginący żołnierze na polu zdrady.
Biały piękny łabędź i żałosny anioł realizmu spopielonej przysięgi.
błoto wprost rzucone w rozwidlenie otwartej i świętej księgi

Ciemne skrzydła dwugłowego orła nienawiści wzniecają proch chaosu wojny
okrywając świt rubinowego księżyca spękanego jak serca rany
Którego cień Matki Ziemi nie uchroni od bólu palącej gwiazdy,
Polskiej wolności i odwagi miecza wskrzeszonego żołnierza.

Tylko w dłoni zamkniętej słowa pamięci i istny spokój ciszy.
W pół śnie czeluści czarnej jak otchłań ujawniają się zjawy..
a oczy moje jak szkarłat płoną gniewem.
Za Ojczyznę i Krew niewinnie przelaną..

Lecz gdy już mnie nie będzie, a Twój kłamliwy głos Rosjo nie dobiegnie do spękanego serca.
Gdy już dłoń nie dotknie klingi miecza a słowo już nie zostanie wypowiedziane.
Gdy marzeń szpaler zastygnie w wulkanicznej strawie, to Ty o mnie Rosjo śnij marą na jawie.
Nie zapomnij mojego oddechu na wietrze zimową porą w łagrach niewoli..
Dziś moja twarz ściąga brwi i zmusza rzęsy do zasłonięcia swoich krat..

Bo Polak i Polska to Słowian biała Wiara i Krew czerwona ..
By dostrzec na wietrze historii, pamięci flagę biało-czerwoną..
Orzeł znów rozpostrze skrzydła śnieżno białe,
I rozlegnie się jego krzyk aby za granicami wrogowie wiedzieli
- że Polska powstaje strząsając kusz knowań i kłamstw ..

Marek Jakub Bliźniak - POLAND

(20 Październik 2015 rok)


http://b4.pinger.pl/3bc79331d1908366ac9a05b0271dbfef/CzogistaasdMisty.png
 

 
Wczoraj ponad głową wisiał wspaniały wieniec gwiazd,
laur wirujący tnący przed nim przestrzeń i mrok.
przemierzał tę drogę którą wyścielał śladami własnych stóp.

Dziś pustynną drogą przyjdzie mu iść,
a zamiast gwiazd piasek szepczący,
a zamiast myśli tylko wiatr gorący.
A w sercu, sypki czar i pustka i ból.

Lecz On jeszcze wzbija skrzące się myśli,
które każdej nocy śle w ulotny iskiernik snu,
tworząc historię i galaktyczne wspomnienia.

W końcu przyszedł czas by Stwórcy oddać sen,
a włóczędze okrycie czarne jak noc.
By stał się on niewidoczny dla źrenicy życia,
która niegdyś z każdym oddechem oświetlała mu drogę,
wydłużając ślady marzeń,
wypisując na nich pragnienia,
własne rzucające cień - złudzenia.

(23 Kwiecień 2015 rok.)



M.J.Bliźniak

http://b1.pinger.pl/f02aec2c60f1e5f8e1ceafc2db4920af/mroczne-kobieta-aniol-skrzydla.jpg
 

 
Cóż, nasze zwierzaki domowe żyją wokół nas obserwując, co się dzieje w domu każdego dnia.
Zwykle traktujemy je jako pieszczuchy, ale to są nasi towarzysze życia. Gdzieś wewnętrznie łączymy się z nimi uczuciowo czy mentalnie. Koty mruczą dając znać o swej aprobacie a psy szczekają czy skomlą.
Gdzieś ustanawia się więź miedzy nami a zwierzakami domowymi i co ciekawe my też jesteśmy akceptowani jako członkowie stada w tej dziwnej strukturze domowej. Nam się wydaje, że jesteśmy bardzo inteligentni z tej wyższej rasy, ale jak często ulegamy zachcianką naszych pupilów według ich woli a nie naszej? Człowiek często nie dostrzega zawiłej psychologii zwierząt, które doskonale sobie z nami radzą i wiedzą jak to zrobić abyśmy my zrobili to, co te zwierzaki chcą.

Myślę, że do zrozumienia życia zwierząt potrzeba uważnej obserwacji oraz innego podejścia niż te często dyktatorskie i zarazem bardzo ludzkie. Człowiek współczesny szczególnie jest wyobcowany ze środowiska natury a każde zwierzę domowe to jej część, przynosząca nam ukojenie i wyciszenie duchowe. Warto, więc obserwować zachowanie naszych pupilów domowych, bo owoce tych obserwacji mogą być zaskakujące i dla nas samych..